poniedziałek, 24 grudnia 2012


Nuda, ach, ta nuda.

Za oknem zima, więc wydaje się, iż nie ma lepszego okresu do ogarnięcia pewnych spraw, takich jak np. pisanie pracy licencjackiej, eseju zaliczeniowego, czy też czytanie lektur do egzaminu. Nic, tylko siedzieć i pisać i czytać, bo przecież na bulwary się nie pójdzie, no chyba, żeby połazić po krze na Wiśle, o spacerach można zresztą w ogóle zapomnieć, a wieczorem mróz doskwiera tak, że sutki opadają. Siedź na tyłku! Pisz licencjat! Ogarniaj życie! Ale sprawa, na pierwszy rzut oka prosta, wcale taka nie jest.
Od zawsze zastanawiał mnie fenomen pojęcia „nudy”. Jak twierdzi najmądrzejsza strona w naszej części wszechświata, Wikipedia, „nuda” jest to (tu cytat): „negatywny stan emocjonalny, polegający na uczuciu wewnętrznej pustki, zwykle spowodowany jednostajnością, brakiem zmiany otoczenia, brakiem bodźców, a czasami chorobą. Nuda to stan obojętności i braku zainteresowania. Jest traktowana jako odmiana frustracji lub stresu. Czasami może doprowadzić do innych stanów emocjonalnych, jak np. agresji.”
Jest to stan szczególnie znany ludziom, bo jak w końcu pisał Goethe: „Gdyby wszystkie małpy potrafiły się nudzić, zostałyby ludźmi”. Tak więc jeden plus nudy – potwierdza Twoje człowieczeństwo, prawdopodobnie nawet jeśli jesteś seryjnym mordercą posiadającym portret Adolfa H. wiszący nad łóżkiem.
Ale wracając do tematu – nuda jest fenomenem. Prawdopodobnie im mniej masz czasu i więcej do zrobienia, tym nudzisz się bardziej. Przykład z mojego życia – wczoraj siedząc na łóżku i myśląc o swoim życiu doszedłem do wniosku, że zrobię coś pożytecznego i wtedy właśnie… Przyszła Pani N. I wiecie co? Zacząłem nadawać moim marynarkom imiona. Jedną nazwałem Klarens... 
...inną Davegahan (jakoś mi Depeche Mode chodziło po głowie…)
a trzecią, tu wisienka na torcie – Hughgrant. 
Zajęło mi to wszystko dłuższą chwilę, w czasie której na pewno mogłem coś ogarnąć z artykułu o inwazji w Normandii, o którym będę opowiadał na egzaminie ustnym z angielskiego. Ale po co.
Nuda jest wszędzie, przed nudą nie ma ucieczki, nie ma wzoru i zależności, dzięki którym można przewidzieć jej najście. Ale wiecie co? Ja się nie nudziłem pisząc te słowa. O dziwo!


tekst: Mateusz  
rysunki: Karolina