wtorek, 23 lipca 2013

Braterstwo w brodzie

Zwykły poranek. Człowiek wstaje i pierwsze, co robi, to kieruje się w stronę łazienki. Siku rano musi być. Bez tego się nie da. Tuż po, myje się rączki. Wtedy stoi się przed lustrem i zawsze istnieje niebezpieczeństwo zobaczenia przypadkiem swojej twarzy. Nie jest to miłe, gdy ma się facjatę piękną jak ruski czołg. Jednakże nie tym razem. W głowie pojawia się myśl – „Boże, jak ja kocham moje wąsy!”

Bo widzicie, kocham je. Wąsy to rzecz, której zazdroszczą mi znajomi. Ci, którym natura jeszcze ich nie dała. A ja je mam, ha. Jednakże same wąsy, jakkolwiek są powodem do dumy, to nie wszystko. Broda jako całość, broda jako jedność – to jest to!

Ktoś, kto nie ma brody, nie zrozumie jej magii. Nie dowie się, że czasem swędzi, że trzeba ją traktować tak samo jak włosy na głowie (istnieją ponoć specjalne szampony do bród. Ale nie przejmujcie się, gdy takich nie macie, zwykły szampon do włosów też daje radę). Człowiek bez zarostu nigdy nie obudzi się i nie spotka w swej brodzie ptaszka, który uwił sobie w niej przytulne gniazdko, nigdy nie znajdzie w niej resztek po obiedzie. Straci wiele wspaniałych chwil, w czasie których może się po tychże włosach na twarzy podrapać (jak mędrzec, albo lepiej! Jak mędrzec-czarodziej).



Wierzę głęboko w istnienie tajnego stowarzyszenia, którego moc rozciąga się na cały świat. Wierzę, iż nazywa się ono Brodatym Braterstwem. Skupia ono mężczyzn, którzy noszą brody. Oni w zasadzie nie muszą być świadomi swego członkostwa w tej wspaniałej organizacji. Grunt, że broda wie. Bo broda myśli, czuje i… spiskuje. Celem bród całego świata jest przejęcie władzy nad naszą planetą, w efekcie czego znikną faceci, którzy ich nie mają. Wiecie, jak to wygląda – idzie facet ulicą, mija drugiego. Obaj mają brody. A te wysyłają sobie jakieś brodate sygnały, tajne rozkazy, informacje o ostatecznej dacie inwazji. 

Osobiście bardzo utożsamiam się z innymi brodaczami. Twierdzę także, iż brodata więź to coś więcej niż inne ludzkie więzi. Dawno temu czytałem książkę pana Stephena Ambrose’a, na podstawie której nakręcono serial-arcydzieło – zwał się „Kompania braci”. Klasyka filmu wojennego. W książce postawiona została teza, iż początkowo obcy sobie mężczyźni, po wspólnie przeżytych wojennych zawieruchach, stają się dla siebie braćmi. Potrafią oddać za siebie życie bez zastanowienia się nad tym, wypruć sobie flaki za przyjaciela z okopu. Myślę, że „Brodata kompania” to dobry tytuł na jakiś film albo książkę. Bo obcy sobie mężczyźni, którzy mają brody, są dla siebie jak bracia. 



PS - Tak sobie teraz przypomniałem – w trylogii Tolkiena kobiety krasnoludów miały brody. Mam nadzieję, iż Brodate Braterstwo nie wymyśla w swoich tajnych ośrodkach wirusa, który rozprzestrzeni jakoś podstępnie po świecie i który sprawi, iż kobietom zacznie rosnąć zarost na twarzy. To by było jednak za dużo. 

tekst: Mateusz Hołda
rysunki: Karolina Oczkowska

1 komentarz:

  1. PORZĄDNA BRODA TO JEST KU*WA TO CO FACET POWINIEN MIEĆ NA MORDZIE, nie jakieś maseczki czy kremy przeciwzmarszczkowe, jakieś puderki duperki tylko porządną brodę. A najbardziej lubię sytuację gdy wyciągam z niej włosy mojej dziewczyny które zaplątały się w brodzie podczas snu, taka ot "przypominajka"

    OdpowiedzUsuń